Mamy drugą linijkę metra, więcej parkometrów niż miejsc do parkowania, potrafimy palić za sobą mosty…
Teatry, kina, sklepy i knajpy nie przestają kusić swoją ofertą. Dlaczego więc nie zawsze czujemy się wybrańcami losu? Czy jest coś, czego brakuje nam do szczęścia?
Oczywiście! To miłość, a właściwie jej niedosyt. Warszawiakom brakuje miłości.
Tęsknimy za kimś z kim będziemy jeść popcorn, szukać promocji w sklepach, komu powiemy o wyniku testu ciążowego i kto się dorzuci do Playstation…
Bohaterowie musicalu postanowili walczyć o swoje szczęście.
Wyruszają na spotkanie miłości.

Bohaterami musicalu są warszawscy single, którzy postanawiają znaleźć życiowych partnerów. W tym celu zjawiają się na tzw.szybkiej randce speed dating. Speed randka wypada pomyślnie, jej uczestnicy poznają interesujące osoby. Jednak organizator randki, Blikiełek, myli numery telefonów randkowiczów. Na skutek pomyłki dochodzi do zabawnych nieporozumień, przy okazji poznajemy uczestników randki, ich marzenia, zmartwienia, plany.

Jednym z uczestników speed dating jest czyściciel. Na spotkaniu zjawia się, ponieważ zamierza przejąć lokal, w którym odbywa się randka. Stosując brutalne metody osiąga swój cel, a sympatyczny Blikiełek traci lokal.
Problemy lokalowe ma także, prowadząca kawiarenkę, Beata.
Z pomocą Beacie i Blikiełkowi próbuje przyjść Adam, miłośnik starych samochodów.
Inna uczestniczka randki, energiczna Oksana, mówi podrywającemu ją, Waldkowi: -Dokucza ci samotność, nie możesz znależć dziewczyny? – zakochaj się w Warszawie!
Wielką metamorfozę zarówno psychiczną jak i fizyczną przechodzi nieszczęśliwie zakochana Marjolka.

Musical kończy się happy endem. Uczestnicy randki znajdują kandydatów na życiowych partnerów, a marzenia, choć jak mówi jedna z piosenek nie lubią się spieszyć, jednak się spełniają.

W libretto wplecionych jest 15 melodyjnych piosenek oraz mało znana legenda warszawska opowiadająca o zaklętym w kamień niedźwiedziu, który tak jak samotni warszawiacy, czeka na wielką miłość.

muzyka: Ryszard Szwec

Maciej Pawłowski,
22 Października 2018

Zastanawiałem się, czy mi wypada, czy mi nie wypada pisać ten post, ale pomyślałem sobie – dlaczego nie? W końcu byłem na przedstawieniu, w którym nie brałem udziału, nie komponowałem, ani nie aranżowałem muzyki, nie reżyserowałem i w ogóle nic w nim nie robiłem – a to, że brali w nim udział sami uczniowie, absolwenci i wykładowcy z mojej szkoły (może poza jedną osobą) to przecież powód do dumy, a nie chowania głowy pod poduszkę. Miałem przyjemność wczoraj być w stołecznym Domu Kultury Śródmieście na musicalu „Zakochaj się w mojej Warszawie” w reżyserii Piotra Furmana z choreografią Bartosza Figurskiego. Muzykę skomponował Ryszard Szwec, a teksty piosenek napisała Wiesława Sujkowska. Z pełną odpowiedzialnością za słowa, które piszę mogę stwierdzić – bardzo dobra produkcja! Dobrze napisana muzyka wpada od razu w ucho. Bardzo lubię – aczkolwiek nie jest to w naszych czasach zbyt częste – jak piosenki w musicalu posiadają piękne melodie i ciekawe rozwiązania harmoniczne. Jeżeli jeszcze do tego band składa się z dobrych muzyków, to wydaje się, że już nic więcej nie potrzeba… A tu niespodzianek ciąg dalszy: świetne słowa piosenek (mądre i wzruszające) i znakomita choreografia. Bartosz Figurski jest mistrzem zapełniania przestrzeni „materiałem ludzkim”. Pomimo malutkiej sceny dziesiątka aktorów w żadnym momencie sobie nawzajem nie przeszkadzała. Znakomicie powymyślane choreografie i ruchowe interpretacje utworów sprawiły, że od początku do końca przedstawienia nie mogłem oderwać wzroku od tego, co działo się na scenie (szczególnie w pamięci utkwił mi ruch sceniczny do piosenki „Klik, klik”). Młodzi aktorzy stworzyli zgrany „zespół” (Zbigniew Ayodele, Jagoda Bednarek, Laura Choijiljav, Jan Marczuk, Julia Nawrocka, Aleksander Raczek , Karolina Rogala, Piotr Sieluk, Maciej Tomaszewski, Krystyna Zajkowska i Julia Zulczyk) – i to dało się odczuć od pierwszej, aż do ostatniej minuty. Perfekcyjnie wykonane piosenki i gościnny udział Liwii Pawłowskiej zagwarantowały wysoki poziom wokalny. Wcale nie przeszkadzał mi brak mikroportów – wręcz myślę, że jest to duży walor tego musicalu. Dzięki temu głosy brzmiały naturalnie, a wokaliści byli zmuszeni (nie ma mikroportów, więc nie ma odsłuchu) do uważnego słuchania siebie nawzajem. Nie przeszkadzał mi wcale prawie zupełny brak scenografii, gdyż dzięki temu na scenie najważniejsi byli aktorzy – znakomicie poprowadzeni przez reżysera. Uważam, że tego typu inicjatywy teatralne są bardzo potrzebne. Dzięki nim widz ma możliwość zobaczyć nie tylko „wielkie produkcje na wielkich scenach”, ale także te „małe, kameralne” – aczkolwiek często również bardzo dobre. Zapraszam wszystkich do Domu Kultury Śródmieście w Warszawie na musical „Zakochaj się w mojej Warszawie”!

Kalina Hlimi-Pawlukiewicz,
22 Września 2018

Byłam dziś na pięknej premierze „Zakochaj się w mojej Warszawie”. Gra młodzież, nastolatki i jest w nich tyle dobra i miłości do sceny, że aż przyjemnie patrzeć. Śpiewają i tańczą z niewymuszonym wdziękiem. Ciszę się z tego wieczoru bardzo. Dziękuje Ci Wiesława Sujkowska za ten tekst, piosenki i za zaproszenie. Jesteś wielka ♥️ A na zdjęciu Wiesia (po lewej) czyli autorka libretta oraz Pani producent ze swoją miłością ♥️ Zakochali się w trakcie pracy nad tym spektaklem. Naprawdę ♥️